Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikaragua. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikaragua. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2016

Może lepiej noc w Granadzie


San Juan Del Sur,  miasteczko w 100% turystyczne,  szkoły surfingu,  wypożyczalnie sprzętu , nurkowanie tylko nie wiem po co bo fajnych raf w okolicy nie ma bary dla bananowej młodzieży, i turyści, turysci i jeszcze raz turyści.
 Główna plaża miejska jest mało ciekawa, ale na lewo i prawo trochę po za miastem  plaże są boskie. Jako że Jan i ja jesteśmy starszymi osobami, wstajemy przeważnie o 6 tej lub 7 rano, to dobry czas żeby iść na plażę. Piechotą to około 45 min ale można się zabrać z ludźmi co jadą na surfing,  coś to kosztuje ale nie wiem ile. Wybraliśmy plaże po lewej.  No i co kąpiel w oceanie leżenie na plaży,  no bosko kolo 10tej zaczęło być tłoczno,  stwierdziłem ze ja wracam. Jan też wrócił tylko dla tego żeby Po kąpać się na drugiej plaży. Dla mnie to było wystarczająco. Pożegnaliśmy się pod pobliskim sklepem w centrum, chlodząc się litrów Victorią, polecam!!

Przez Rivas( bus 25 Cordoba) pojechałem do Granady.  Było przed zmrokiem jak wylądowałem w tym samym hostelu. A w hostelu był już .... nie, nie Jan tylko Żan nie wiem jak to się pisze po francusku bo to Francuz pełną gębą. Spotkałem go na  wyspie Ometepe.  Na taką okoliczność postanowiliśmy zrobić impre pod nazwą " KAŻDY ZNA JAKIEGOŚ JANA"  . Dołączyli się do nas Kanadyjczycy,  Szwedzi,  Niemcy a nawet ludzie z obsługi hostelu. Każdy znał jakiegoś Jana.
Pierwsza noc, gdzie spałem do 10tej,  ale i tak te 4 godziny snu to mało. Z Granady można łapać busa do Kostaryki,  Ticabus to taka firma która wiezie cię z Meksyku aż po Paname. Ja jednak bałem się ze od imienia Jan przejdziemy na inne imiona, a ze tak to wyglądało juz koło południa to pojechałem do Managui. Znów zatrzymałem się w tym samym hotelu, od razu kupiłem bilet na 6 tą rano do San Jose w Kostaryce. Gdy brałem prysznic usłyszałem ze ktoś mnie ściga na maila. I jak myślicie od kogo mail? Czeski Jan, jest hotel dalej, jutro jedzie do Salwadoru i wie gdzie jest piwo litrowe w barze za 45 cordobas. Sprawdziliśmy bar, miejscowy rum, zaczynając od 4  letniego a kończąc na 8 letnim, zjedliśmy po kawałku kurczaka do tego, cena 1 dolar za mały kawałek skrzydełka + cześć piersi ale za pycha. Jednak gdy wybila 20 pożegnałem sie. Co za dużo ...... jutro przedemną cały dzień w autobusie.

wtorek, 23 lutego 2016

Jeszcze piękniej :)



Jak zapewne wiecie, a jak nie to już wam piszę, obszar Ameryki Centralnej jest obszarem wulkanicznym,  dlatego częsienia ziemi, erubcje wulkanów nie należą do rzadkości. A co może dać mi większą przyjemność niż drink z parasolką?  Oczywiście wejście na wulkan. Okazało się że mój nowy znajomy Jan okazał się słownym człowiekiem i o 8.30 spotkaliśmy się na dworcu autobusowym. Za 1,5$ czyli 50 cordobas dojechaliśmy do miasta Rivas. Z tamtąd udaliśmy się taksówką na nabrzeże portowe, 1$ za każdego,  niestety nie ma innej opcji dostania się innym srodkiem transportu, można iść piechotą ale to godzina w upale. Promy kursują co godzinę,  nam trafił się taki mały i tani 1,20$, no i bezpieczny choć bujalo miło.
Nocleg znaleźliśmy w Hospedaje Central prawie na samej górze deptaka który prowadzi od przystani.  Właścicielka to przesympatyczna starsza babka z Kanady.  Nocleg kosztował 5,5$ a w hotelowym szynku można było zjeść i napić się litrowego piwa za 50 cordobas. Jan jest czechem i powiedział ze jego misją jest znalezienie  tańszej knajpy z piwem. I znalazł,  zaraz przy promie obok wielkiej rzeźby wulkanów można było się zabawić  10 centów taniej.
Z racji moich planów nie posiedzialem za długo. Rano kierunek wulkan.

Wszyscy chcą ci wcisnąć przewodnika za 15$, ale prawda jest taka ze nie potrzeba. Pod bramę parku podjeżdża autobus za 5 cordobas,  ja szedłem piechotą około 45 min. Przy wejściu uiszczasz opłatę w wysokości 85 cordobas  to 3$ i ważna rzecz powinieneś dostać opaskę na rękę ja nie dostałem i musiałem się grubo tłumaczyć rangerom w parku.
 Przez pierwsze 30 minut idzie się po prawie prostym, zawsze trzeba się trzymać lewej strony, bo można się zgubić na miejscowych polach. Potem zaczyna  się ostre podejście,  ale szlak utrzymany w bardzo dobrej jakości.  2 godziny idziemy lasem bananowo dzikim a pod samym szczytem zaczyna się golo. Miałem pecha i ostatnia część odbyła się w chmurze,  podobno gdy się wchodzi na wschód słońca wszystko widać klarownie. Cała trasa powinna zająć od 7 do 8 godzin. WARTO.
Drugiego dnia miałem wchodzić na drugi wulkan na tej wyspie ale sił mi zabrakło. Postanowiliśmy za tym wracać na stały ląd. 

Prom miał problem, za bardzo wiało,  od 9 do 16tej czekaliśmy w pobliskim barze na zmianę pogody.  Gdy myśmy zaczęli się bujać na wietrze a prom przestał udało nam się wrócić. Kierunek San Juan Del Sur miasto surferow,  barów i super plaż. Kolegi Czecha nie poznałem,  zafundował takse za 15$ do tego miasta, no widać to czekanie na prom rozmiękczyło go poważnie. Hoteli tam jest mnóstwo,  ale nic tańszego niż za 10$ nie znaleźliśmy.



niedziela, 21 lutego 2016

Poznajemy piękno Nikaragui



Stolica w ogóle mi się nie podobała,  duże miasto, zatłoczone,  głośne i chaotyczne. Postanowiłem pojechać do Granady. Autobusy odjeżdżają z okolicy uniwersytetu. Jako że było wcześnie poszedłem na piechotę, znam te tereny w końcu wczoraj błąkałem się tam z dobrą godzinę. Nie udało mi się nawet dojść do celu, kiedy bileter z autobusu zaczął krzyczeć Granada, Granada.  Tak,  jadę z wami, podróż to koszt 25 Cordoba czyli około 1$.po 40 min wylądowałem w centrum miasta. Jak w większości miast w Ameryce ulice są prostopadłe do siebie i z orientacją nie ma większego problemu.
 Znalazłem nocleg w Bearded Monkey za 6$. Wygodne łóżko piętrowe w dużej sali, prysznic i kawa za darmo, do tego wifi,  co tutaj wydaje mi się standartem. Obejrzałem miasto, poszedłem długą promenadą nad jezioro. Było na prawdę przyjemnie,  a  do tego wieczorem odbywał się festyn na centralnym placu z muzyką i wspaniałą wyżerką, tak że zaliczam czas do niezmiernie udanych. Na festynie spotkałem Czecha Jana i po kilku piwach i przemiłej konwersacji stwierdziliśmy że na wyspę Ometepe pojedziemy razem. Polecam to miejsce naprawdę warto

piątek, 19 lutego 2016

Managua







Znalazłem się w stolicy, hura! Teraz chciałem dostać się na dzielnice o nazwie Ticabus, gdzie podobno są tanie hostele. Można oczywiście wziąść taksówkę,  ale według mojej mapy to było tylko jakieś 2 kilometry, włożyłem plecak na plecy i w drogę.  Po godzinie błąkania się po okolicy, byłem dalej od tej części miasta iż na początku. I gdy tak stałem przy jakimś rondku po raz kolejny próbując zgrać mapę z terenem, podjechał jakiś kolo,  zapytał w czym problem,  i mówi wsiadaj zakręcony człowieku zawioze cię tam gdzie chcesz. Był to Kanadyjczyk mieszkający tu juz kilka lat. Lubie Kanadyjczyków.
 
 Hoteli w tej części miasta było faktycznie sporo, znalazłem nocleg za 10$ i wreszcie mogłem odpocząć. Prysznic, krótka siesta, i czas na miasto. Zdałem sobie sprawę ze od Panamy czyli jakiś 2 dni nic nie jadłem.  Nie jest to wielki problem bo mam z czego zrzucać te kilogramy,  jednak czas jeść. W knajpie dla miejscowych, takiej jakiej Lubie że pokazuje się paluchem co się chce zamówiłem nudle z mięsem i podrawkę z kurczaka. Wielki talerz był pełny a i tak kasjer przy kasie zdecydował ze to mało i do walił kolejną łychę nudli. Męczyłem się z pół
godziny z tymi specjałami.
 
 Cena 4$, ale warto. OK.  Brzuch  pełny,  ruszamy na miasto. Główna ulica prowadzi do jeziora tam muzeum , teatr, muzeum,  kościół,  a raczej,  ruiny, park, muzeum,  no i tle.
 Nie znam za bardzo historii Nikaragui,  wiem że Amerykanie rozwalili socjalistyczny rząd,  potem socjalistyczna partyzantka wygrała,  ale pojawiła się prawicowo faszystowska partyzantka imienia Adolfa Kaczyńskiego czy coś  nie ważne Managua nie jest godna zwiedzania, za każdym rogiem czaji się Chaves, Che Wenera, czy inny socjalistyczny satrapa Fidel. Nie jedźcie do Managui jak nie musicie.
RANO RUSZAM DO GRENADY.