Pierwszy dzień w mieście, to totalny odpoczynek, drugiego dnia to kierunek stare miasto. Nasz hostel był w dzielnicy drapaczy chmur, podobno zbudowanych za pieniądze z kolumbijskiej kokainy, czy to prawda, nie wiem ale wygląda to imponująco .

Na stare miasto jest kawałek, ale szliśmy brzegiem oceanu, pięknym bulwarem. Miałem teraz więcej czasu wiec muszę przyznać że ta stara cześć miasta ma swój niepowtarzalny urok. Widać napływ pieniędzy z kanału, a może kokainowych. Rudery które stały tam jeszcze kilka lat temu, są sukcesywnie odnawiane. Niestety w takich miejscach jest drogo, choć to jedyne miejsce gdzie można znaleźć kartki pocztowe. Jednakże gdy wyjdzie się z turystycznej zony wchodzi się do fajnych slamsow i tam znaleźliśmy bar dla miejscowych gdzie olbrzymie danie, było za 4 $.
Wracaliśmy tez piechotą i niestety Rochowi ujawniła się kontuzja stopy, nie dobrze, bo przed nami góry.
Wracaliśmy tez piechotą i niestety Rochowi ujawniła się kontuzja stopy, nie dobrze, bo przed nami góry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz